Recenzja: Powrót z Bambuko – Katarzyna Nosowska

Niektóre książki zaczarowują czytelnika, inne rozczarowują, a ta odczarowuje – człowieka w ogóle. Pokazuje jego problemy, cierpienie, lęki i ból, bez żadnej zbędnej otoczki. Przekaz wzmacnia fakt, że o tym wszystkim mówi gwiazda polskiej muzyki, osoba, która według społeczeństwa odniosła sukces, powinna więc być szczęśliwa. Katarzyna Nosowska, wokalistka zespołu Hey, otwiera się przed nami wszystkimi po raz kolejny. Tym razem w swojej książce pt. Powrót z bambuko, wydanej we wrześniu 2020, a dziś nadal znajdującej się na liście bestsellerów Legimi.

A ja żem jej powiedziała

Dałam Nosowskiej szansę, mimo że jej wcześniejszą, wydaną dwa lata temu, książką – A ja żem jej powiedziała – nie byłam zachwycona. Ba, w recenzji nazwałam to literaturą pociągową, którą przeczyta się w rytm stukotu kół, po czym na stacji już się o niej zapomni. A tej dałam szansę, bo urzekł mnie tytuł. Kto z nas nie był zrobiony w bambuko? Przez bliskich, przez dalszych, dla żartu lub całkowicie nieświadomie, przez społeczeństwo, teoretycznie dla naszego dobra? (A w praktyce dla zaspokojenia demonów kogoś innego…). Przez szkołę, przez Kościół – instytucje, które usilnie starały się, abyśmy byli tacy jak trzeba.

Nieliczni w dorosłym życiu starają się wyjść z tego bambuko za pomocą terapii. Szczęśliwie terapia też jest obecnie odczarowywana: przestaje się ją uważać za coś wstydliwego, a właśnie dobrego, bo właściwie k a ż d y ma blizny z dzieciństwa, które co jakiś czas pieką żywym ogniem. O wpływie dzieciństwa na dorosłe życie można zresztą przeczytać w książce Odkryj swoje wewnętrzne dziecko. Kasia Nosowska przedstawia swoją drogę z Bambuko do Krainy Przytomności. Pokazuje, z czym zmagała się przez lata, nawet jako dorosła kobieta – mimo że przecież „odniosła sukces” (przydałaby się we współczesnym społeczeństwie redefinicja słowa ‘sukces’, bo to zdecydowanie nie pieniądze i popularność).

Zresztą temu, kto jest bohaterem, poświęca cały rozdział. Zauważa, że zaczęliśmy cenić zupełnie nie to, co faktycznie jest wartościowe. Światła reflektorów padają na influencerów i influencerki, na gwiazdy i gwiazdeczki, które wywołały nową sensację. Wrażenie robi nowy kolor hybryd, modne buty, szałowy zegarek. A Kasia w swojej książce oddaje pięć minut wszystkim, którzy przetrwali dzieciństwo w przemocowym domu; kobietom, które potrafią ugotować zupę na gwoździu; rodzicom, którzy nocują na szpitalnej podłodze przy łóżkach na oddziałach dziecięcych. I wielu innym cichym bohaterom, o których rzadko się wspomina, a którzy swojej wartości nie muszą udowadniać w sieci.

Kim jestem? Czy ktoś inny mnie zna, czy w ogóle znam siebie sama? U Nosowskiej pojawia się temat ego oraz równowagi, harmonii w naturze. Mowa o duchowości, o poczuciu, że jesteśmy elementem większej całości. Mowa też o duchowatości, o poszukiwaniach. O społeczeństwie instant, które niby szuka, ale chce znaleźć szybko, od razu, bo jak trzeba włożyć w to jakiś wysiłek, to już bez sensu, nieważne, nie liczy się. A może by tak posłuchać siebie, swojego wnętrza, zamiast szukać na zewnątrz? To kolejny temat, który Nosowska włączyła w swoje przemyślenia.

Mamy też problem kar i pochwał, nie tylko w odniesieniu do dzieci, a ogólnie – do bliźniego. Temat zazdrości, komentowania i wbijania szpilek, co tłumaczy się „prawem do własnego zdania”. Pojawia się też konflikt naturalność vs. wizerunek. Nosowska nie omija powszechnych ucieczek – w seks, używki, zakupy, gry czy…w religię. Wszystko to po to, by nie zmierzyć się z samym sobą. W bambuko rozmowy prowadzi też wewnętrzny krytyk, będący echem dzieciństwa. Autorka podaje swoje recepty na spokój ducha – świadome oddychanie, spędzanie czasu na łonie natury, gdzie można zachwycać się otoczeniem.

Tu nie chodzi o to, że jej historie są mniej lub bardziej zabawne (ja przy niektórych nawet się wzruszyłam). Jej historie są prawdziwe i jest to realne przedstawienie tego, co można przeczytać w tych wszystkich psychologicznych książkach popularnonaukowych. To rozmyślania i przemyślenia, z którymi każdy człowiek powinien kiedyś się zmierzyć…najlepiej szybciej niż później, żeby choć na późne dorosłe lata wydostać się z bambuko. Bo w bambuko nie ma dla nas nic. Trzeba w końcu wyleźć z gówna, opłukać ciało, by zobaczyć wyraźnie każdą z ran i zrobić wszystko, by się wygoiły. Nosowska nie powie nam, jak to zrobić – każdy sam musi walczyć o siebie. Ale dzięki niej widać, że każdy może – i choć czasami trudno w to uwierzyć, po tej planecie wciąż chodzą ludzie, którzy pragną, by świat ozdrowiał.

PS: Zresztą te recenzje to bezsens. Nie ma obiektywnej recenzji, są tylko subiektywne, to oczywiste, więc jeśli recenzent ma inny gust niż ja, to sugerując się jego opinią, mogę przegapić film lub płytę albo książkę, które miałyby szansę odmienić moje życie, choć według punktacji ich pojawienie się na świecie jest dla świata obelgą. – Kasiu, zgadzam się. Od dawna mam z tym problem, mimo prowadzenia bloga z recenzjami… zdaję sobie sprawę z tego, że odbiór książki zależy od konkretyzacji, a ta będzie inna w zależności od tego, z czym dany człowiek do danej książki staje: z jaką wiedzą, umiejętnościami i z jakimi doświadczeniami. Miałam z tym problem między innymi przy ostatniej recenzji Atlasu toksycznych facetów – który dla mnie był po prostu powieleniem lepszych książek na ten sam temat, ale wiem, że inni, którzy nie czytali wcześniej tego samego, co ja, mogą się tą książką zachwycić. Więc jak żyć, panie premierze.