Meksykańska hekatomba – Wojciech Kulawski

Meksykańska hekatomba

Od przeszło trzech lat czytam i recenzuję głównie książki psychologiczne i popularnonaukowe, a proza stanowi jedynie przerywnik… Nigdy jednak go nie żałuję;-). Wciągająca akcja zwykle sprawia, że czytam powieść jednym tchem, a przy zaskakujących zwrotach w fabule to nawet pewnie wstrzymuję oddech;-). Za młodu czytałam tak Roberta Ludluma (chyba nawet odgrzeję ten kotlet, jak zabiorę książki tego autora z domu rodzinnego), teraz również chwilowo zwróciłam się w stronę powieści sensacyjnych. Wcześniej – w październiku 2020 – zrecenzowałam powieść sensacyjno-kryminalną Wojciecha Kulawskiego. Syryjska legenda opowiadała o przygodach archeologa Tima Mayera – i była naprawdę wciągająca. Do tego stopnia, że uznałam, iż fajnie byłoby przeczytać o dalszych losach tego bohatera. Taka seria ma bowiem potencjał wręcz filmowy. Ponad pół roku później życzeniu mojemu stało się zadość i oto nakładem wydawnictwa CM ukazała się Meksykańska hekatomba.

Już po tytule możemy się domyślić, że akcja rozgrywać się będzie w Meksyku i… będzie grubo. Na okładce zaś czytamy: Dziesięciometrowej średnicy meteoryt uderza w kompleks wypoczynkowy… Tak, ale to nie będzie tania jatka. Wiedząc już, jaki styl pisania ma Wojciech Kulawski, można się spodziewać ciekawie splecionej intrygi, wielu zwrotów akcji trzymających w napięciu i przede wszystkim – emocji. A to wszystko w oprawie… naukowej. O tak, Meksykańska hekatomba to sensacja połączona z fikcją naukową, co trafia prosto do wyobraźni czytelnika.

Science fiction?

Genetyka to w końcu temat niezwykle fascynujący: tutaj przychodzi mi na myśl książka popularnonaukowa Niebezpieczne idee we współczesnej nauce, która zawiera eseje dotyczące właśnie między innymi genetyki. Czy dzięki zbadaniu ludzkiego genomu, będziemy mogli nim manipulować? Możliwe jest stworzenie geniusza – wybranie najlepszych genów dla naszego potomka? Czy to moralne? Czy genetyczna modyfikacja w celu stworzenia nadczłowieka to nasza przyszłość? Takie pytania zadawali sobie naukowcy w Niebezpiecznych ideachi te same pytania mogą zadać sobie czytelnicy Wojciecha Kulawskiego podczas przekładania kolejnych kartek Meksykańskiej hekatomby.

W środku konfliktu

Tutaj bowiem cała akcja obraca się wokół eksperymentu genetycznego prowadzonego na dzieciach. Efekt nie jest jednak taki, jak zakładano. I co zrobić? Pojawia się konflikt między dwoma stronami, w który wmieszany zostaje nasz Tim Mayer. Niestety, znalazł się po prostu w niewłaściwym czasie i niewłaściwym miejscu… a może to przypłacić życiem. W końcu kontakty z mafiosami nie są nigdy w pełni bezpieczne;-). Kto jest z kim? Komu można zaufać? Czy Mayerowi uda się ochronić Jana Matjasa, genialne dziecko z eksperymentu? A własną ukochaną? Pytania się mnożą. Wojciech Kulawski prowadzi nas krok po kroku ku odpowiedziom i nawet sami nie zauważymy, jak szybko przewracamy strony.

I jak wspomniałam już na początku – seria z Timem Mayerem ma według mnie potencjał wręcz filmowy. Akcję autor prowadzi tak, że oczyma wyobraźni widzimy doskonale odmalowane kadry, a bohaterowie – jak żywi (oczywiście tylko ci, którzy nie zginęli, heh;-)). Sceny pozwalają poczuć adrenalinę, jak i napięcie, a chwilami i ulgę, gdy akcja przebiegnie po naszej myśli. Pojawia się i odrobina erotyki, która w połączeniu z momentami grozy dodaje całości klimatu.

Meksykańska hekatomba

Nie zdradziłam niemal nic z przebiegu akcji – bo niepodobna ją streścić: każdy fragment akcji jest ważny dla dalszej fabuły, dzięki retrospekcjom zaś wszystko łączy się w jedną całość. Meksykańska hekatomba to doskonała kontynuacja pierwszej części przygód Tima Mayera. Według mnie nawet, muszę przyznać, ta część jest lepsza: autor rozwinął skrzydła, widać, że w sensacyjnej fikcji naukowej czuje się jak ryba w wodzie. Chyba nie pozostaje nic innego, jak życzyć mu flow przy pisaniu następnej powieści;-).