Instrukcja obsługi faceta – Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska

Instrukcja obsługi faceta

Chyba przydałaby się w księgarniach nowa półka – podpisana byłaby „Książki żenujące”. Czyli takie, po które raczej nie powinno się sięgać, ponieważ i tak nie wniosą w nasze życie niczego ciekawego. I jeszcze gorzej – szerzą szkodliwe poglądy. Do takich książek należy przeczytana przeze mnie ostatnio Instrukcja obsługi faceta autorstwa Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej. Żenuje mnie ta książka, tym bardziej że pierwsza z wymienionych pań jest psycholożką oraz psychoterapeutką. A to, co się w tej książce znalazło, stanowczo zaprzecza zdrowemu podejściu.

Pseudociałopozytywność

recenzja Instrukcji obsługi faceta

Po pierwsze – książka napisana przez kobiety uprzedmiotawia kobiety. To jest SIARA NA MAXA I NIE DA SIĘ TEGO INACZEJ OKREŚLIĆ. A CHODZI O TO, że pani psycholożka w omawianej książce chowa się za pseudociałopozytywnością. Mówi czytelniczkom, jak kobieta „MA” wyglądać, gdyż tylko „TAKA” będzie podobać się mężczyznom (jakby to było najważniejsze!). Autorka – psycholożka – OCENIA, przedstawiając swoją opinię jako FAKT, co jest zupełnym nieporozumieniem. Mam alergię na takich ekspertów, bo potem ten kraj wygląda jak wygląda heh.

Normalny facet

książka Instrukcja obsługi faceta

Zastanawiasz się, kim jest „normalny, zdrowy facet”? Według pani Miller, CYTUJĘ, normalny, zdrowy facet „może mieć normalną pracę” (wow, nie spodziewałam się), ale też „lubi, żeby kobieta miała na czym siedzieć i czym oddychać”. Ooo. Pani psycholog rozmawiała z każdym „normalnym, zdrowym facetem” na tej planecie? Gratulacje. Ale jeśli psycholog szerzy szkodliwe poglądy, to jest to po prostu WSTYD. NORMALNY, ZDROWY FACET, LUBI TAKĄ KOBIETĘ, JAKA JEST W JEGO(!!!!) GUŚCIE. Może mieć płaski tyłek, a może być Kim Kardiashian, tak samo z biustem. Co kogo w ogóle interesuje czyjś gust? KAŻDA KOBIETA WYGLĄDA PRAWIDŁOWO, bo jest kobietą, dziękuję, do widzenia.

Tu powinien być nagłówek, ale BRAK MI SŁÓW

Instrukcja obsługi faceta

PSEUDOCIAŁOPOZYTYWNOŚĆ, pokazywana przez PSYCHOLOŻKĘ (nie mogę ciągle w to uwierzyć), jest chyba próbą usprawiedliwienia samej siebie (że też się pobawię w psychologa, nie ma tak, że tylko jedna osoba może się bawić!) lub jest to przejaw nienawiści do zgrabnych, atrakcyjnych kobiet (zresztą to widać też w nagraniach na youtubie, w których pani Miller uznaje zgrabne, szczupłe kobiety za nieszczęśliwe. Uwaga, w tym miejscu chyba po raz pierwszy na moim blogu pojawi się „xD”, bo inaczej nie potrafię tego skomentować), przejaw jakiegoś bólu, który pani Miller przedstawia w kolejnym fragmencie: „oni naprawdę wolą normalną dziewczynę, która pokazuje emocje i ma fałdki na biodrach niż pewną siebie lalkę – idealną i wyniosłą”. Pewna siebie kobieta, to od razu lalka? Od razu wyniosła (no bo fałdek nie ma, to logiczne)? Skąd te negatywne określenia? Ja rozumiem próby zwrócenia uwagi na to, że naturalność jest normalna, ale nie kosztem tworzenia sztucznych przeciwieństw. Pani Miller, na pewno Pani przyjrzała się temu, co siedzi w Pani własnej psychice?

I kto tu jest apetyczny?

tekst o instrukcji obsługi faceta Katarzyny Miller

I następny „piękny” cytat, który znajdziemy w książce Instrukcja obsługi faceta: „Franciszek <<Byk>> Starowiejski podkreślał, że pod obszerną tuniką ma kołysać się bujne kobiece ciało. NIE ODCHUDZAJ SIĘ NADMIERNIE, bo zaczniesz być nieapetyczna”. Droga Pani Miller, KOBIETA PEWNA SWOJEJ KOBIECOŚCI MA W DUPIE TO, DLA KOGO BĘDZIE APETYCZNA CZY NIEAPETYCZNA, BO MA CZUĆ SIĘ DOBRZE DLA SAMEJ SIEBIE. I jak chce, to będzie się odchudzała, żeby zgubić te fałdki, które ONA SAMA uważa za paskudne! A jak nie chce, to będzie miała fałdki, które ONA SAMA akceptuje. Tylko ONA ma prawo decydować o swoim ciele i o tym, w jakiej „wersji” się SOBIE PODOBA. Jako psycholog powinna Pani to chyba wiedzieć? Bo, droga Pani, będzie tę książkę czytała nastolatka z zaburzeniami odżywiania i z niskim poczuciem własnej wartości, to jej Pani tym tekstem po prostu DOJEBIE.

Infantylne pytania w Instrukcji obsługi faceta

złe strony Instrukcji obsługi faceta

No, to się zbulwersowałam. Ale co jeszcze znajdziemy w tej książce? Otóż, jak zaznaczają autorki, odpowiedzi na prawdziwe pytania, jakie zadawały im kobiety. OK, jedno z takich pytań to „Jak się pozbyć faceta, który mi się znudził?”. Albo: „Jak trzeba się ubierać, żeby poderwać faceta tylko na seks?”. No ja się tylko zastanawiam, czy to pytania licealistek, czy dorosłe kobiety serio pytają o takie rzeczy? Jeśli tak, to ta książka odzwierciedla poziom tych pytań. Mogłaby być dodana do magazynu typu „Pani Domu” czy „Życie na Gorąco”, skoro ta półka „Żenujące książki” w księgarniach jeszcze nie powstała…

Jeden plus

Są jednak też dobre strony. Jeden plus jest taki, że Instrukcja obsługi faceta przyjmuje mocne stanowisko w sprawie przemocy słownej. Może uświadomi to wielu czytelniczkom, że złe traktowanie, niekonstruktywna krytyka, niemiłe, brzydkie odzywki nie są normalne (przez miłość czasem można się oszukiwać, że jest inaczej). Brak szacunku nie jest normalny, niezależnie od tego, czy to szacunek mężczyzny do kobiety, czy kobiety do mężczyzny. Poza tym pani Miller słusznie radzi czytelniczkom, które mają problem z poczuciem własnej wartości i/lub z relacjami damsko-męskimi, aby udały się na terapię (być może jednak pani Miller, która propaguje PSEUDOciałopozytywność, również powinna skorzystać z takiej opcji?). Często jest to jedyny sposób, aby dojść do ładu i składu z samą sobą.

1/10

Dodatkowo, co dobre, autorka zwraca uwagę na asertywność, budowanie granic oraz na miłość do samej siebie (choć to ostatnie troszkę nie pasuje do wcześniejszych, cytowanych wypowiedzi Pani Miller, ale kto by tam się przejmował spójnością poglądów, nie?). Ogólnie jednak w większości pytania są infantylne, odpowiedzi więc do nich dostosowane – i też strasznie spłycone. Nie jest to książka ‘psychologiczna’, jaką chciałabym przeczytać. Udowodniła mi jedynie, że ostatnio zaostrzyła się moja alergia na pierdolenie. No ale już to przeczytałam, dlatego Ty nie musisz. Bo nie warto.