fbpx

Kochaj siebie, a nieważne, z kim się zwiążesz

kochaj siebie, a nieważne, z kim się zwiążeszKsiążka, której tytuł może budzić opór – bo jak to, kochaj siebie, a nieważne z kim się zwiążesz? Przecież z kimś, kto odbiega od nas inteligencją czy wyznaje inne wartości, związek byłby po prostu męką! Tytuł niefortunny, ale jedynie na pierwszy rzut oka, ponieważ Eva-Maria Zurhost na kartach książki dokładnie wyjaśnia, co miała na myśli – i z pewnością wiele kobiet sięgnie po tę książkę, mimo iż kochaj siebie to już utarty slogan. Ale poradnik ten, mimo kiepskiego tytułu, zawiera sporo wartościowych rzeczy – ponieważ autorka garściami czerpie z Junga. Niejednokrotnie podkreśla, że problemy w relacji damsko-męskiej biorą się z niezaspokojonych potrzeb w dzieciństwie. Bliska relacja z drugim człowiekiem pokazuje, gdzie są nasze własne niedobory – chociaż sobie tego nie uświadamiamy, bo projektujemy je na drugą osobę. Wady innych, które nas irytują, to często nasz cień – ale właśnie jego potrzebujemy najbardziej. Jest to szansa, aby zintegrować w sobie różne części swojej osobowości. Opowiem Ci o tej książce więcej “Kochaj siebie, a nieważne, z kim się zwiążesz”

Oprogramowanie służące miłości

Choćbyś uważał się za nie wiadomo jakiego indywidualistę, który nie ma żadnych słabości i jest całkowicie niezależny – natury nie oszukasz. Nikt z nas nie jest samowystarczalny, jesteśmy istotami relacyjnymi. Podobno na łożu śmierci większość ludzi nie żałuje materialnych braków, pieniędzy, a właśnie błędów popełnianych w relacjach międzyludzkich. Że niewystarczająco kochałem. Że nie powiedziałem. Że zrobiłem to, a nie tamto. Chcąc nie chcąc, nasze życie toczy się wokół innych ludzi, to oni dają nam najwięcej radości i to oni nas ranią. Czy da się więc stworzyć zadowalającą więź, skoro nasze mózgi wolą bardziej walczyć niż kochać? Nad tym zastanawia się Stan Tatkin w swojej książce Oprogramowanie służące miłości. Choć mogło być naprawdę nieźle, książka jednak pozostawia sporo do życzenia. To dużo banałów, które nawet nie zostały owinięte w ładny papierek (widocznie korektorowi też było daleko do zachwytów).

Opowiem Ci o tej książce więcej “Oprogramowanie służące miłości”