
Wiadomo, po książki sięgamy czasami, bo tytuł nam się podoba, bo okładka ładna. Albo dlatego, że lubimy autora i jesteśmy ciekawi, co nowego dla nas przygotował. Ja tym razem sięgnęłam po jedną powieść dlatego, że przypadkowo dowiedziałam się, że jej akcja dzieje się w (pod)bydgoskim Fordonie. Mając sentyment do tej dzielnicy, dawniej oddzielnego miasteczka, od razu wiedziałam, że to coś dla mnie. Wydawnictwo Marginesy niestety nie miało jej na swoim stoisku na marcowych targach książki w Poznaniu (a jechałam z myślą o jej zakupie😉), ale od czego mamy Internet. I tak właśnie w moich zbiorach znalazła się książka Łabędź Sylwii Trojanowskiej. A powieść to taka, że jak już wejdziemy do przedstawionego świata, to zostajemy w nim do końca. I od razu bierzemy się za drugą część…
Dlaczego Fordon?

Myślałam, że autorka jest Fordonianką lub chociaż Bydgoszczanką z pochodzenia, skoro wybrała akurat tę mało znaną w kraju dzielnicę na miejsce akcji. Wszyscy wiemy, gdzie jest Wilanów, Saska Kępa, Kazimierz, Oliwa, Pogodno czy Jeżyce. Ale taki Fordon? Oprócz mieszkańców województwa to chyba jedynie historycy wiedzą, gdzie leży, ze względu na znajdującą się tam Dolinę Śmierci – miejsce mordu nauczycieli i osób z tzw. inteligencji podczas bydgoskiej krwawej niedzieli. Sama autorka zaś jest Szczecinianką, gwoli ścisłości😉. (I to w Szczecinie dzieje się akcja drugiego tomu).
Książka Łabędź przemyca informacje historyczne związane z Fordonem. Wspomina się np. o Ricie Gorgonowej, która przebywała w więzieniu kobiecym oskarżona za zabójstwo. Pojawia się wątek Doliny Śmierci i ma on duże znaczenie dla akcji (ale tu nie spojlerujemy😉). Autorka napomknęła też o polu szybowcowym (w latach 30.-60. XX wieku Szkoła Szybowcowa w Fordonie była jedną z najważniejszych w Polsce) oraz o cegielni (fordoński zakład dostarczył cegły m.in. do budowy Gdyni).
Oczywiście nie mogło zabraknąć też Wisły i terenów spacerowych nad nią, a także Ostromecka, znajdującego się w okolicy. Bohaterka powieści przyjeżdża też niejednokrotnie do Bydgoszczy – akcja nie ogranicza się jedynie do Fordonu. Zarówno w Bydgoszczy, jak i w Fordonie mieszkali obok siebie Polacy, Niemcy i Żydzi (w Fordonie była jedna z większych synagog), co na krótko przed rozpoczęciem wojny zaczęło być problemem…
Rodzina Łabędziów

Choć książka Łabędź określana jest jako romans, to tak naprawdę zaczyna nim być dopiero od połowy. Dla mnie to bardziej powieść obyczajowa. Zaglądamy bowiem do domu rodziny Łabędziów i poznajemy nie tylko relacje członków rodziny między sobą, ale też relacje społeczne. Tak naprawdę nie sama Anna Łabędź jest główną bohaterką książki, a cała jej rodzina. Każda z postaci wydaje się autentyczna. Środowisko i relacje są tak odwzorowane, że wydaje się, jakbyśmy naprawdę na moment przenieśli się do Fordonu lat 30. XX wieku.
Anna to ambitna młoda kobieta, która marzy o pielęgniarskim wykształceniu. Dorabia w tym celu w pobliskiej restauracji, gdzie z uśmiechem musi znosić umizgi panów. Równocześnie poznajemy jej braci, Olka i Radka, którzy choć mają swoje charakterki, za siostrą poszliby w ogień. Jest jeszcze mama, troskliwa gospodyni, dzięki której w domu daje się wyczuć rodzinną atmosferę. I ojciec dbający o to, aby rodzinie nie brakowało pieniędzy.
To historia o ich więzi. O decyzjach, czasami bardzo trudnych, które należy podejmować. To historia o tym, na ile znamy innych ludzi – bo ten, który wydawał się przyjacielem, może zrobić coś, co przekreśli go na zawsze. To opowieść o tym, że narodowość nie ma znaczenia, jeśli jesteśmy dobrymi sąsiadami, znajomymi czy nawet kochankami. Książka Łabędź to opowieść o cierpieniu niewinnych. Tych, którzy musieli zmienić całe swoje życie, bo inni znaleźli się pod dziwnym urokiem Hilterowskich mów, przez co te wartości, które wcześniej wyznawali, przestały mieć znaczenie.

Komu ufać? Czy sąsiad Niemiec, któremu wcześniej pomagałeś na polu, to ten dobry Niemiec? Czy nikt nie nakabluje, że dajesz jajka czy kankę mleka Żydowi mieszkającemu zaraz obok? Sylwia Trojanowska z pewną delikatnością, ale wypełnioną emocjami i narastającym napięciem, przenosi nas do przedednia drugiej wojny światowej. To wtedy życie każdej rodziny, takiej jak rodzina Łabędziów, zmieniło się na zawsze, choć nigdy tego nie chcieli.
Powieść obyczajowa z elementem romansu
Mnie taka powieść obyczajowa kojarzy się z… Bolesławem Prusem. Gdyby urodził się kilkadziesiąt lat później, to mógłby napisać taką książkę;). I to komplement, bo Prus to mistrz obyczajowego pióra (Emancypantki!), który w dodatku potrafił świetnie wplatać humor w prowadzoną przez siebie akcję powieści. Tu autorka płynnie, ale niespiesznie, wprowadza nas w klimat małomiasteczkowy. Komunikatywnemu językowi towarzyszą barwne opisy, a całość doskonale przybliża nam Fordon z pierwszej połowy XX wieku.
Mamy więc obraz społeczeństwa, obraz rodziny, a więc brakuje jeszcze wątku o miłości. I taki właśnie się pojawia, choć nie na samym początku, co niektórych czytelników może zniecierpliwić😉. Nie jest to miłość łatwa, bo ukochany Anny jest Niemcem. Jej ojciec zaś – zagorzałym patriotą. Jest to więc miłość, którą trzeba ukrywać. Miłość wydzielana na raty.

Czy to przetrwa? Czy Gustawowi można zaufać, podczas gdy w mieście jest coraz więcej nazistów? Gdy nastrój antywojenny jest już powszechny i praktycznie wiadomo, że zaraz zacznie się wojna? Młoda Anna jest w swoich najlepszych latach, kiedy powinna cieszyć się życiem i miłością, tymczasem to życie mocno ją doświadczy… Nie zdołamy jednak dobrze wgryźć się w historię Anny i Gustawa, bo nim się spostrzeżemy, te 352 strony będą już za nami…
Na szczęście Sylwia Trojanowska kontynuowała losy tej uroczej pary w kolejnej części pt. Żona nazisty. Recenzja będzie w następnym wpisie, bo po tę książkę sięgnęłam od razu po skończeniu Łabędzia 😉. To chyba dobra reklama dla Łabędzia, którego Marginesy wypuściły w 2022 roku. Fragment można przeczytać na stronie wydawnictwa.
